poniedziałek, 15 lipca 2013

Tuatha Dé Dannan

    
     Jej zielone oczy mrużyły się w ciemności gdy okręcała bioder przed nieznajomym mężczyzną. Drobniutka i nieszkodliwa, uśmiechała się z bezczelnością prostytutki. Blada skóra dziewczyny z północy opalizowała żółcią, gdy tylko padał na nią snop światła z barowego sufitu. Bose, zmęczone stopy prawie ślizgały się na oblanym alkoholem parkiecie. Spojrzenie absolutnie nieprzystojnego tancerza, który nieskutecznie starał się do niej dobrać, powoli mgliło się alkoholem. Gdy wywinęła się pod jego ręką w zgrabnym, żmijowatym piruecie, nie zwrócił uwagi na jej abstrakcyjnie chude palce w kieszeni spodni. Gdy podszedł do baru po drinka, zostawiając ją bez opieki, jak zwykle uciekła. Jego portfel wsunęła za krawędź spódnicy. Oskubała go z kilku pozawijanych banknotów. Chciała go odłożyć na pseudo elegancką sofę, kiedy oczy sroki wychwyciły mały połyskujący przedmiot. Obrączkę obok zdjęcia jeszcze nieopasłej kobiety i chłopca na kanapie. Pokręciła głową, zagryzajac dolnej wargi. Złość zawibrowała w jej nadgarstkach na samą myśl o tych wszystkich skurwysynach, którzy myśleli, że noc i kilka drinków dają im alternatywne życie. Wrzuciła portfel z bawolej skóry do wątpliwego śmietnika. Podniosła jeszcze swoje buty spod ściany. Wyskoczył niewielkim łazienkowym oknem. Pięty uderzyły o klapę śmietnika. Pieniądze i pierścionek ciążyły w małej kieszonce pod spódnicą. Oddychała szybko jak zawsze gdy uciekała. Chwytała się gzymsów , przeskakiwała po niskich dachach. Na jednej z drabinek pożarowych omsknęła jej się stopa. Mogła wybrać stukrotnie prostszą drogę, ale doświadczenie nauczyło ją, że ktoś może za nią iść, ktoś może zauważyć gorący uczynek małego złodzieja. Kiedy uchylała okna do swojego mieszkania, ktoś złapał ją za kark i wciągnął w ciemność. Porządnie uderzyła twarzą o ziemię, poczuła jak z pękniętego policzka płynie krew. Wierzgała jak zwierzę ciągnięte na rzeź gdy przytrzymywali jej barki. Rozszerzone źrenice szukały twarzy oprawców. Myślała, że przyszli ją ukarać, za każdy ukradziony przedmiot, za oszukiwanie systemów, ale oni posadzili ją na krześle i tłumaczyli coś o tym, że jest niebezpieczna dla ludzi. Jakby sama tego nie wiedziała. Szczekali, że muszą ją ze sobą zabrać. Jak miała się sprzeciwi? Zabrali.

     Przydzielili jej pokój na pierwszym piętrze. Klaustrofobiczną klitkę o białych ścianach. Tylko łóżko jak z Ikei i szafa, w której nie mogła ułożyć swoich ubrań, bo musieli je przeszukać, zdezynfekować, uprać, najlepiej zemleć. Nie weszła pod prysznic, nie zdjęła wymiętych podróżą koszuli i spodni, starała się nie oddychać. Leżała i gniła. Bardziej psychicznie niż fizycznie. Samotność była  długofalowo niezgodna z jej charakterem. Potrzebowała ludzi aby móc chełpić się, że potrafi ich oszukać. Musiała żyć na nieograniczonej przestrzeni żeby rzucać się biegiem za chorymi zachciankami ciała.

     Drugiej nocy wpadła w furię. Jej małym problemem był niepohamowany gniew, który pęczniał w jej nadgarstkach, aż nie napieprzała we wszystko co stało na jej drodze aby go spalić. To zabawne, bo była niewielkich rozmiarów. Musiała wyglądać jak kopnięte kocię gdy starła się zrobić dziurę w ścianie, potem w podłodze, w szybie. Z knykci zrobiła się miazga. Skulona w jednym kącie pokoju przytulała dłonie do piersi, kryjąc głowy między barkami. Mogli słyszeć jak wyła. Nie krzyczała, nie płakała, szlochała, jęczała. Wyła jak zwierzę.

     Już część wiedziała jak się nazywa. Dowiedzieli się kiedy po trzech dniach stagnacji wyszła na przeciw innym mieszkańcom. Zaczynały denerwować ją kroki, jakieś niezidentyfikowane odgłosy z niższych, wyższych pięter.
     Jahusa Danu. Ma imię po żydowskich korzeniach ojca, nazwisko matki, bo kobiety z północy były zbyt dumne by oddawać klanowe miana. Rodzina Danu od czasów mistycznych, które wariaci opisywali w legendach skandynawskich kojarzona była z bogami. Sama Danu, która zapoczątkowała ród, rzekomo była boginią płodności i ziemi, która na świat wydała tytanów. Niepokonanych synów, panów świata, którzy po pewnym czasie, jak to bracia wyrżnęli się wzajemnie. Córki równie nie miały łatwych charakterów, lecz rodziły dzieci i Tuathan de Dannan zaludniło całą Północ. Co kilka lat gówniarze, rozpieszczani sławą wykazywali specjalne zdolności. Przy niektórych panienkach rozkwitały jabłonie, inne kwiliły jak ptaki, aby pozostałe rozmnażały się jak króliki, mając to po dziesięcioro to po piętnaścioro dzieci. Matka Jahusy urodziła jedno dziecko, trzykrotnie wcześniej poroniła. Dziewczynka przetrwała w jej brzuchu za sprawą  szczęścia. Gdy się urodziła wyglądała jak kawał bladego indyczego mięsa, który nie chciał nawet zapłakać. Ale jakoś przetrwała. Dziewiętnaście lat, aż ją złapali. Miała przedtem swoje momenty sprzedając afgański hasz znajomym i nieznajomym. Kilka razy siedziała na komendzie, przez co matka wylewała hektolitry łez z oczu. Uznawała Jahusę za mało pożyteczną. Jak większość społeczeństwa, któremu wyciągała drobne, połyskujące przedmioty z kurtek, zsuwała je z szyi, zabierała z wystaw. Tak naprawdę miała swoje marzenie, jak każdy. Chciała otworzyć restaurację, ale kto by jej tam słuchał.
     By jest malutka. Ledwo metr sześćdziesiąt. Do tego okrutnie ruda, a za to ludzie potrafią nienawidzić. Tryb życia doprowadził do tego, że jest chuda, nie okładkowo szczupła, po prostu chuda, trochę jak dziecko. Ma wąskie, chłopięce biodra i trójkątne, małe piersi. Ostre rysy twarzy nadrabiają jej urody. W odcieniu skóra jest biała jak mleko, do tego nakrapiana piegami, prawdopodobnie nawet na uszach. Jedynym nieprzeciętnym szczegółem jest tatuaż na brzuchu. Został wykonany białym tuszem, kropka po kropce układa się w celtycki herb rodowy.
     Już próbowała się wydostać. Chciała wsiąknąć w ziemię. Starała się wyrwać deski na parterze, ale nie miała dość siły. Wszystko było oparte na betonowej konstrukcji. Nie mogła wykorzystać swoich umiejętności. To było jej znamię po boskich przodkach. Mogła przemieszczać się rozszczepiając ciało w glebie. Do tej pory czuła więź z ziemią, z miejscem zamieszkania. Ale nie w tym klaustrofobicznym domu. Z niego chciała uciec.

2 komentarze:

  1. This artwork is copyrighted, I doubt very much that you had permission to not only take the work but then slap all that text all over it and call it your own.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I thought this art was in free galery, that is why I took it. Text is mine, but this photo is not my own, as you said. If I write the text about copyright in this post can I use photo as a photo of my character in this game?

      Usuń